Szliśmy z Peetą przez plażę, trzymając się za ręce. Wokół pachniało słoną wodą, dotykającą lekko naszych bosych stóp. Uprzedziliśmy Annie, Effie i Haymitcha, że cały dzisiejszy dzień spędzamy z Peetą razem, więc ten dzień zapowiadał się na spokojny.
Myślę właśnie nad tym, co mówił mi Haymitch. Czy naprawdę muszę wychodzić za Peetę albo tłumaczyć się przed całym Panem? Nie mam innej opcji. Przyglądałam się Annie - ona wzięła ślub z Finnickiem i jak potoczyły się jej losy? Została owdowiałą matką z maleńkim dzieckiem, nie ma nikogo dokoła oprócz nas, a z kolei nas łączą jedynie Igrzyska. To ciekawe, czy potrafiłabym żyć tak jak ona? Mieć męża, dziecko, dom... Dziecko. Wyobraziłam sobie, że siedzę na łóżku i czesze włosy dziewczynce. Gdy obraca się, widzę w niej Prim. Nie, nie chcę mieć dzieci, oprzytomniałam. Już wcześniej to sobie obiecywałam, więc czemu jeszcze się nad tym zastanawiam?
- O czym myślisz? - Peeta wyrywa mnie z zamyślenia. Nie wiem, jak mu to wyjaśnić, więc mrucze tylko:
- O przyszłości.
Wzdycham tylko ciężko, Peeta nie pyta o nic, jedynie przygląda mi się uważnie. W jego oczach widzę taki spokój, że mam wrażenie, że jest tym samym chłopcem, który był synem piekarza, który żył w Dwunastce razem ze mną i tak samo chodził do szkoły. Jakby nic potem nie miało miejsca. Jakbyśmy nigdy nie ryzykowali życia, nie przechodzili przez kamery Kapitolu, nie walczyli w Drugiej Rebelii.
- A ty kiedyś myślałeś - mówię w końcu - wiesz, o tym, co może się stać, co chciałbyś, żeby było. - moje zdanie jest bez sensu, ale Peeta chyba zrozumiał, o co mi chodzi. Patrzy w dal, na morze, po czym odpowiada.
- Tak naprawdę nie możemy planować zbyt wiele. Może jutro Panem przestanie istnieć albo ty odejdziesz... - otwieram szeroko oczy ze zdziwienia.
- Niby gdzie miałabym odejść? - pytam.
Peeta kręci głową, jakby zrezygnował z ciągnięcia tego tematu.
- Nieważne. A ty masz jakieś plany? - zapytał. Dobra, ten jeden raz, obiecuję sobie, ale następnym razem nie dam mu tak łatwo zmienić tematu.
- Poza szukaniem szczęścia gdzieś, gdzie nie znajdę smutnych wspomnień? Nie, to chyba wszystko - Peeta uśmiecha się i delikatnie mnie obejmuje.
- Szczęścia nie znajdziesz w jakimkolwiek miejscu, którego wcześniej nie znałaś. Musisz wybrać, co w tym miejscu powinno się znajdować, by cie uszczęśliwić. - patrzę na niego i przypominam sobie jego mowę, jaką wygłosił w Jedynastce, gdy wygraliśmy Igrzyska. Czasem naprawdę dziwiło mnie, jakim sposobem tak dobrze włada językiem, potrafiłby nawet wynegocjować demokrację u Snowa, jestem tego pewna, tylko gdyby dali mu szansę...
- A więc chcę w tym moim miejscu ciebie - po raz pierwszy od kilku dni uśmiecham się. Peeta ma rację. Mogłabym wyjechać, nieważne, dokąd, ale tęskniłabym. Tęskniłabym za nim, za Effie, Haymitchem, Annie, nawet malutkim Finnickiem. Wreszcie myślę o ostatniej osobie, która kiedyś była mi bliska. Gale.
Peeta odwzajemnia uśmiech i całuje mnie w usta. Przypominam sobie, ile zadałam mu bólu, gdy udawałam przed Kapitolem, że go kocham. Czy nadal chciałam to robić? Jeśli tak, mogę wyjść śmiało za chłopaka, ale to nie rozwiązałoby moich problemów. Nie wiem, co czuję do Peety. Jest mi z nim naprawdę dobrze i chcę, żeby był szczęśliwy, ale jednocześnie boję się, żeby go znowu nie skrzywdzić, choć właśnie to robię moim zachowaniem. Co bym nie zrobiła, odepchnę od siebie Peetę, a chcę, żeby był przy mnie. To szaleństwo.
- Peeta - mówię, łapiąc powietrze, chłopak głaszcze mój policzek - nie chcę, żebyś znowu cierpiał przeze mnie - wole powiedzieć mu to wprost, nigdy nie potrafiłam kogoś okłamywać.
- Czemu miałbym przez ciebie cierpieć? - pyta cicho. Jego brązowe oczy błyszczały z podekscytowania. Katniss, czy on wygląda, jakby był nieszczęśliwy? Otrząśnij się.
- Słyszałam o tych próbach... O Kapitolu. O tym, że chcieli ciebie torturować emocjonalnie... - nie muszę kończyć, widzę, że zrozumiał. Sama nie wiedziałam, jak miałam mu to wyjaśnić.
- Jeśli czytałaś ten list, to chyba wiesz, co myślę na ten temat - Peeta patrzy mi w oczy, on naprawdę chce, żebym była szczęśliwa. Nagle wyobrażam sobie siebie i Gale'a. Czy potrafiłabym zrobić taką krzywdę Peecie? Od razu nasuwa mi się drugie pytanie - czy chciałabym być z Gale'm? Obie odpowiedzi są przeczące. Nagle zdaję sobie sprawę, że pomimo wszystko ja chcę być z Peetą.
Przytulam chłopaka, jednocześnie żegnając się z przeszłością. Katniss, Gale to przeszłość, powtarzam sobie. Tym razem i rozum i serce mówią mi to samo. A od czasu śmierci mojego ojca władzę nade mną miał tylko rozum. Katniss, idź zapolować. Katniss, skup się na Prim. Katniss, zapomnij o uczuciach do mamy, bo ona nie chce ci pomóc, umrzecie z głodu wraz z Prim, jeśli ty nic nie zrobisz. Co by się działo, gdybym kierowała się sercem? Nawet kochany Peeta nie mógłby nam pomóc, zginęłybyśmy z głodu, to pewne.
- Nie chcę Gale'a. - mówię twardym, pewnym głosem, takim, jakiego Peeta używał do publicznych przemówień. - Chcę ciebie.
Nagle jedna z większych fal uderza w nas, stojących na plaży i nasze nogi od ud w dół zostają zamoczone w chłodnej, morskiej wodzie. Peeta uśmiecha się, widząc jak reaguję na zimno i mówi:
- Byłaby szkoda, gdyby Kosogłos niechcący zmoczył pióra - mruczy, po czym chwyta mnie i bierze na ręce, a ja zaczynam wierzgać i krzyczeć, jednocześnie nie mogąc ukryć śmiechu.
- Peeta, puść, błagam - proszę, ale chłopak stoi już po pas w wodzie.
- Naprawdę chcesz, żebym ciebie puścił? - pyta, chichocząc. Rzucam mu wściekłe spojrzenie, po czym dotykam wody jedną dłonią i chlapię chłopaka prosto w twarz.
Peeta śmieje się jeszcze bardziej i nurkuje ze mną w wodach oceanu. Mam ochotę go uderzyć, bo wcale nie miałam ochotę na lodowatą kąpiel.
- No wiesz?! - krzyczę, gdy już wynurzyłam się, ociekając ze słonej wody. Peeta wcale nie wygląda lepiej, jego bluzka jest cała mokra, a z włosów ściekają drobne krople, jednak trybut nie przestaje się śmiać, patrząc na mnie. W końcu podążam za jego wzrokiem i patrzę na moje własne mokre ubrania, które przylepiły się do mojej skóry nieznośnie, przez co poczułam się, jakbym wcale ich na sobie nie miała.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale uśmiecham się tylko i chlapię wodą Peetę, przez co musi obrócić ode mnie wzrok. Widzę, jak krople błyszczą w świetle południa i osiadają na chłopaku, który niezdarnie próbuje się od nich zasłonić, jednak co chwilę zbliża się do mnie coraz bardziej. W końcu chwyta mnie za ręce i namiętnie całuje. Nasze usta wirują w pocałunkach, nad którymi przestaję mieć kontrolę. Moje mokre ubrania przyczepiają się do ubrań Peety. Czuję na plecach jego dłonie, rozprostowujące miękki materiał.
Opamiętuję się dopiero z fali pragnienia, gdy słyszę głos. Niechętnie odrywam się od ust Peety i patrzę na plażę. Chłopak dalej całuje mnie po szyi.
- Widzisz tam kogoś? - pytam, przyglądając się błyszczącemu piaskowi. Na plaży stoi Haymitch i macha do nas, wyraźnie zaalarmowany.
Peeta w końcu opamiętuje się i także zauważa mentora. Nie zostaję długo w wodzie, szybko wychodzę na brzeg. Haymitch udaje, jakby nie widział, co robiliśmy z Peetą w wodzie, widzę po jego twarzy, że coś jest nie tak.
- Coś się stało - to bardziej twierdzenie, niż pytanie. Szare oczy mentora wbijają się w moje oczy z zapalczywością.
- Kosogłos jeszcze nie powiedział ostatniego słowa - mówi. - Właśnie zamordowano burmistrza Dystryktu Czwartego, Mitchella Urbana.
- Jakim cudem? - pytam, przypominając sobie nazwisko. - Przecież trwa demokracja, tak? Jest w rządzie!
- No właśnie - potwierdza Haymitch. - zamordowali go ci, którzy wolą dyktaturę, Katniss. Ludzie Snowa, albo ludzie Coin.
Otwieram szeroko oczy ze zdziwienia.
- Jak ktoś może być za tym potworem?! - wykrzykuję. Peeta chwyta mnie za nadgarstek, próbując uspokoić. Wiem, że nie wypada tak mówić na temat zmarłych, ale pamiętam białe róże, które mi podarował i pamiętam, ilu ludzi zginęło przez jego rządy.
- Katniss, - mówi Haymitch spokojnie, choć sytuacja wymaga raczej innego tonu. - ZAWSZE znajdą się ludzie, którzy pójdą za ideą. Z początku myśleliśmy, że będzie ich niewiele, ale teraz...
Pozostajemy w ciszy. Próbuję przetrawić informacje. Nie podoba im się demokracja? Wolą rządy silnej ręki? Ręki mordercy? Nie mogę w to uwierzyć...
- Wiem, że to może słabe pocieszenie, ale idea demokracji nie padnie nagle, gdy chcą jej tysiące w całym Panem. Może... lepsza ochrona rządzących, albo...
Haymitch patrzy na niego z gniewem.
- Ty nic nie rozumiesz?! - warczy do chłopaka. - Chodzi tu o to, że jeżeli ludność pomyśli, że ideę taką jak demokracja może rozwalić kilku zwolenników Snowa, to tracimy wiarygodność, a demokracja jest jedyną dobrą ideą, jaką stworzono od wieku!
Widzę po Haymitchu, że naprawdę przejął się całą sytuacją.
- Więc Kosogłos ma przemówić do ludności, że to jedyny sposób - domyślam się.
- Bingo, skarbie - odpowiada Haymitch, ignorując spojrzenie Peety. - Ale to już nie będzie takie łatwe. Jeśli podnieśli rękę na zwykłego burmistrza Czwórki, dlaczego nie podniosą ręki na Kosogłosa? Symbolu nowej idei?
Peeta chwyta mnie opiekuńczo w pasie. Wiem, o co chodzi. Przekonać innych i nie dać się zabić. Tylko dlaczego znowu ja?
- Haymitch, na pewno jest jakiś inny sposób, mamy tworzyć nowa propagandę? To jest chore - Peeta ma sporo racji. To trochę nie fair, że znowu mam oszukiwać masę - najpierw przez Snowa, potem przez Trzynastkę, teraz z kolei przez kogo? Strachliwy rząd?
- Tak, wiem, ale nie mamy innego wyjścia. Wolisz wpuścić ją w tłum rozzłoszczonych rebeliantów pragnących jej śmierci czy żeby użyczyła trochę swojego autorytetu, hę? Ja preferuję to drugie.
Peeta wygląda na zrezygnowanego. Wiem, że nie mogę uciekać. Zrobiłam to już w Trzynastce, choć dzięki mojemu uciekaniu przed byciem Kosogłosem ocalili Peetę, Annie i Johannę. A teraz to mi zależało na nowym systemie. Co może być gorszego niż dyktatura?
- To nie wszystko, Katniss - mówi Haymitch, krzyżując ramiona na piersi. - Z burmistrzem zginęły dwie trzecie tutejszego rządu. Czwórka na razie stanęła pod względem władzy. Drugi problem to to, że rozpoznaliśmy część grupy. Powiem tyle: zwolennicy Snowa sprzymierzyli się ze zwolennikami Coin.
To chore, powtórzyłam w myślach słowa Peety. Tak, miał rację. Przecież Coin chciała zabić Snowa od samego początku, choć posługiwała się do tego jego metodami, a po śmierci Snowa chciała znowu wprowadzić dyktaturę. Gdybym nie domyśliła się tego wcześniej, zapewne pani prezydent szybko by mnie usunęła, bo przeszkadzałabym jej pozycji.
- To wszystko? - pytam.
- Nie - kręci głową Haymitch. Na jego twarzy maluje się współczucie. - w części zwolenników Coin znajduje się Gale. Rozpoznano go pod Urzędem Czwórki. Pewnie dlatego tu przyjechał.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Pamiątka z Kapitolu
Po rozmowie z Haymitchem nie potrafiłam się pozbierać. Cały czas miałam przed oczami widok osaczonego Peety, którego zobaczyłam po raz pierwszy w Trzynastce. A teraz staczał się jeszcze bardziej... Jakim cudem nie zauważyłam tego, że ukrywa przede mną narastający problem z alkoholem?
Wracam razem z Haymitchem do mieszkania Annie. Już od progu czuję, że coś jest nie tak. Gdy przechodzę do kuchni, zauważam jedynie samą Effie. Domyślam się, że Annie pewnie poszła uśpić Finnicka. Dłonie Effie drżą, gdy wypija z lampki wino. Zaraz, Effie i picie? Czy tylko ja dzisiaj nie miałam kontaktu z alkoholem? Najwyraźniej przejmuję się dużo mniej od innych, choć pobyt Gale'a w Czwórce powinien być moim problemem.
Haymitch reaguje gniewem.
- Effie, co ty robisz? - warczy, widząc lekko upita kobietę.
Effie mija nas i wychodzi, Haymitch biegnie za nią. Gdzie Peeta? - to pytanie ciąży w moim umyśle jak kawał ołowiu.
Biegnę do sypialni Annie. Jedynie ona może mi w tym momencie pomóc.
Wpadam na nią na schodach prowadzących na górę. Próbuje mnie uciszyć, przykładając palec do ust, ale nie potrafię się uspokoić.
- Gdzie jest Peeta? - pytam, nie zważając na to, czy mały Finnick się obudzi czy nie. Lęk, który mnie zalewał od stóp do głów był silniejszy niż troska o malucha. Peeta to jedyna bliska mojemu sercu osoba, która mi pozostała.
- Katniss, cicho, spokojnie - uspokaja mnie rudowłosa. - Poprosiłam mojego sąsiada, żeby odprowadził Peetę do ośrodka. Nie martw się, można mu zaufać.
Nawet nie odpowiadam tylko pędem biegnę w stronę wskazanego mi przez Annie miejsca. Zastanawiam się tylko, czy zamknęłam za sobą drzwi wejściowe... Nie wiem, ile czasu mogło minąć, myślę, że niewiele, bo moja kondycja niewiele się zmieniła od czasu wojny i walk pod skrzydłami Trzynastki. Co prawda trochę się zasiedziałam, ale to nie znaczy, że straciłam całą parę, która napędzała mój umysł i sprawne ciało.
Kiedy otwieram drzwi do naszej sypialni widzę zmęczonego Peetę, śpiącego pod kołdrą. Całe wątpliwości i strach znikają, odczuwam ulgę.
Siadam koło chłopaka i dotykam jego mokrego policzka wewnętrzną stroną dłoni.
- Peeta... - wzdycham, żegnając na dobre złe przeczucia i paniczny strach. Zauważam, że w dłoni coś trzyma. Kawałek kartki, bardzo wygnieciony, poplamiony krwią.
Patrzę na śpiącego trybuta, po czym wyciągam kartkę z zesztywniałych palców.
Kapitol, -w tym miejscu widzę zamazane liczby, domyślam się, że było to podczas tortur Peety,
Droga Katniss,
Chciałbym Ci powiedzieć tak wiele, jednak wiem, że ten list może nigdy do Ciebie nie dotrzeć, albo zostać wykorzystany przez któregoś z tutejszych.
Może zacznę od tego, że przepraszam. Przepraszam za to, że nie ma mnie teraz przy Tobie, gdy walczysz ze złymi snami i wspominasz swoje najgorsze chwile. Przepraszam, że zostawiłem ciebie na łasce Trzynastki samą. Tak, przez cały czas wiedziałem, rozmawiałem wcześniej z Plutarchem. Wszystko było zaplanowane dużo wcześniej, a ty nie miałaś pojęcia. Za to również przepraszam.
Katniss, tak mało pamiętam, chcę wiedzieć, chcę pamiętać. Tak naprawdę nie wiem, czemu zwracam się z tym do Ciebie, ale wiem, że jesteś moim kluczem do rozszyfrowania przeszłości.
Dalej widzę zamazaną część listu, niezdatną do odczytania, ale zaraz po tym list najwyraźniej z innego dnia pisany na tej samej kartce. Tym razem nie ma miejsca ani daty.
Mógłbym wymieniać wiele rzeczy, których potrzebuję, ale chcę, żebyś była szczęśliwa. Żebyś mogła żyć normalnie, bez całego piekła jakie przechodzę ja tutaj i jakie przeszliśmy razem. Widziałem Ciebie i Gale'a... Chcę tylko powiedzieć, że cieszę się, że jesteś szczęśliwa. To moje jedyne pragnienie w tym momencie. Niech Gale znajdzie dla Ciebie bezpieczne miejsce, tak jak wtedy, gdy chciałaś z nami uciec z Dwunastki. Katniss, jestem pewny, że dasz sobie radę i mam na dzieję, że Gale będzie mógł Cię strzec.
Następnie widzę dwie wielkie plamy krwi, które pokrywają większą część tekstu. Zakrywam usta dłonią. Nie potrafię zatamować łez, sączących się obficie z moich zmęczonych oczu.
Katniss. Katniss. Gdzie jesteś? Czemu nie działasz? Czemu nie słyszę o Tobie? Wiem, że Snow jest wściekły, ale zawsze, gdy chce się czegokolwiek dowiedzieć na ten temat, zaraz czuję pustkę, zapominam o Tobie. Jakbyś nie istniała. Jakby Rewolucja wcale się nie zaczęła, jakbyś nigdy nie stała się Kosogłosem. Katniss, walcz, masz o co walczyć, inni również mają, potrzebują jedynie przywódcy.
Wojna się nie skończy. Bądź. Czujna.
Na samym końcu listu, rozmazanymi literami widzę dwa słowa, które zapadają mi w sercu jak kamień.
Kocham Cię.
Ocieram mokre od łez policzki i przyciskam list do serca. Peeta śpi, jakby unikał odpowiedzialności przed konsekwencjami napisanego listu. Jakim cudem udało mu się go napisać podczas tych tortur? Jak przetransportował go do Trzynastki? Tak wiele pytań pojawiało się w mojej głowie. Kapitol był zbyt skrupulatny, żeby przemknął im przed oczami list Peety. A jednak po takim czasie Peeta cały czas go miał. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek chciał mi go dać. Może w ten sposób próbował zrozumieć swoje postrzeganie przed osaczeniem?
Kładę moją drżącą dłoń na policzku trybuta. Peeta mruży oczy i po chwili otwiera je, patrząc wprost na mnie. Nie wytrzymuję i zaczynam szlochać, widząc jego zagubienie. W końcu odnajduje wzrokiem moje palce i kawałek papieru, na którym spisał swój list. Czuję się winna, ale w końcu ten list był napisany do mnie.
Peeta siada i bierze mnie w ramiona. Nie mogę się od nich uwolnić, nie chcę.
- Przepraszam, nie wiedziałam, nie rozumiałam, przez co przeszedłeś - zaczynam się jąkać. Peeta wygląda na zaalarmowanego, siada obok mnie i przytula mnie mocno.
- To nic, Katniss, to nic - uspokaja mnie. Nie potrafię tego ogarnąć. Zrobili z jego umysłu zabawkę, bawili się jego kosztem, podczas, gdy on cierpiał, a teraz Peeta mówi po prostu, że to nic?!
Odsuwam się od chłopaka i patrzę mu w oczy. Nie potrafię zrozumieć, po co ukrywa przede mną to, przez co przechodził.
- Peeta, przeczytałam to - wskazałam wzrokiem jego list, leżący teraz na poduszce. Peeta reaguje spokojem, jakby w ogóle się tym faktem nie przejął. - Nie kłam, że to nic, rozmawiałam z Haymitchem. - nagle trybut marszczy brwi.
- O czym? - pyta niezbyt uprzejmym tonem.
- O twoim problemie z alkoholem. - boję się jego reakcji, ale i tak odpowiadam. Widzę, że Peeta próbuje ukryć gniew, wystarczyła sekunda, żebym to po nim poznała, potem chłopak przyjmuje minę pokerzysty, jak zawsze, gdy nie chce, żeby się nim przejmować.
- Nie mam żadnych problemów, Katniss - kłamie. Nie wytrzymuję. po prostu wstaję i przechodzę do okna, próbuję się uspokoić, ale na darmo.
Nie odzywam się. Wbijam po prostu wzrok w fale oceanu, obijające się o gładki piasek plaży. Początkowo ten widok mnie orzeźwiał, dodawał otuchy. Teraz pragnęłam wrócić do domu, do Dwunastki.
- Kłamiesz - szepczę, a Peeta staje obok mnie.
- Katniss, przysięgam, to nie jest nic, czym warto się przejmować - mówi, patrząc mi w oczy. Nie wytrzymuję i zerkam w jego własne. Mam wrażenie, że naprawdę mówi prawdę, ale przypominam sobie, że Haymitch mówił, że znaleźli ostatnio Peetę w jakimś miejscowym barze. Wzdycham lekko i znowu obracam wzrok. - Wierzysz mi?
Nastaje głucha cisza, przerywana tylko szumem oceanu.
- W tym momencie chyba bardziej wierzę Haymitchowi. - mówię cicho. Peeta wzdycha.
- Zawrzyjmy układ - marszczę brwi. Nie lubię, gdy mną manipulują, a już wystarczająco mną manipulował najpierw Kapitol, potem Trzynastka. - Będę się trzymał cały czas ciebie i ani razu nie wezmę do ust nic, czego ty mi nie dasz - Peeta nie wytrzymuje i uśmiecha się. Cóż, w sumie jego pomysł powinien być dobry, przyznaję. - W ten sposób sama się przekonasz, że nic mi nie jest.
Próbuję rozszyfrować uśmiechniętą twarz Peety, ale nie znajduję tam żadnego podstępu. Przypominam sobie list chłopaka. Czy jeśli naprawdę mnie kocha to jest w stanie mnie oszukać? Z drugiej strony odezwało się moje ego, przecież będę mogła trzymać Peetę przy sobie cały czas...
- Zgoda - warczę i znowu wbijam wzrok w plażę, próbując ukryć moje zażenowanie. Zachowujemy się trochę jak dzieci.
Peeta uśmiecha się jeszcze szerzej i całuje mnie w policzek.
- Przyjazd Gale'a do Czwórki nic nie zmienia. Obiecuję.
Wracam razem z Haymitchem do mieszkania Annie. Już od progu czuję, że coś jest nie tak. Gdy przechodzę do kuchni, zauważam jedynie samą Effie. Domyślam się, że Annie pewnie poszła uśpić Finnicka. Dłonie Effie drżą, gdy wypija z lampki wino. Zaraz, Effie i picie? Czy tylko ja dzisiaj nie miałam kontaktu z alkoholem? Najwyraźniej przejmuję się dużo mniej od innych, choć pobyt Gale'a w Czwórce powinien być moim problemem.
Haymitch reaguje gniewem.
- Effie, co ty robisz? - warczy, widząc lekko upita kobietę.
Effie mija nas i wychodzi, Haymitch biegnie za nią. Gdzie Peeta? - to pytanie ciąży w moim umyśle jak kawał ołowiu.
Biegnę do sypialni Annie. Jedynie ona może mi w tym momencie pomóc.
Wpadam na nią na schodach prowadzących na górę. Próbuje mnie uciszyć, przykładając palec do ust, ale nie potrafię się uspokoić.
- Gdzie jest Peeta? - pytam, nie zważając na to, czy mały Finnick się obudzi czy nie. Lęk, który mnie zalewał od stóp do głów był silniejszy niż troska o malucha. Peeta to jedyna bliska mojemu sercu osoba, która mi pozostała.
- Katniss, cicho, spokojnie - uspokaja mnie rudowłosa. - Poprosiłam mojego sąsiada, żeby odprowadził Peetę do ośrodka. Nie martw się, można mu zaufać.
Nawet nie odpowiadam tylko pędem biegnę w stronę wskazanego mi przez Annie miejsca. Zastanawiam się tylko, czy zamknęłam za sobą drzwi wejściowe... Nie wiem, ile czasu mogło minąć, myślę, że niewiele, bo moja kondycja niewiele się zmieniła od czasu wojny i walk pod skrzydłami Trzynastki. Co prawda trochę się zasiedziałam, ale to nie znaczy, że straciłam całą parę, która napędzała mój umysł i sprawne ciało.
Kiedy otwieram drzwi do naszej sypialni widzę zmęczonego Peetę, śpiącego pod kołdrą. Całe wątpliwości i strach znikają, odczuwam ulgę.
Siadam koło chłopaka i dotykam jego mokrego policzka wewnętrzną stroną dłoni.
- Peeta... - wzdycham, żegnając na dobre złe przeczucia i paniczny strach. Zauważam, że w dłoni coś trzyma. Kawałek kartki, bardzo wygnieciony, poplamiony krwią.
Patrzę na śpiącego trybuta, po czym wyciągam kartkę z zesztywniałych palców.
Kapitol, -w tym miejscu widzę zamazane liczby, domyślam się, że było to podczas tortur Peety,
Droga Katniss,
Chciałbym Ci powiedzieć tak wiele, jednak wiem, że ten list może nigdy do Ciebie nie dotrzeć, albo zostać wykorzystany przez któregoś z tutejszych.
Może zacznę od tego, że przepraszam. Przepraszam za to, że nie ma mnie teraz przy Tobie, gdy walczysz ze złymi snami i wspominasz swoje najgorsze chwile. Przepraszam, że zostawiłem ciebie na łasce Trzynastki samą. Tak, przez cały czas wiedziałem, rozmawiałem wcześniej z Plutarchem. Wszystko było zaplanowane dużo wcześniej, a ty nie miałaś pojęcia. Za to również przepraszam.
Katniss, tak mało pamiętam, chcę wiedzieć, chcę pamiętać. Tak naprawdę nie wiem, czemu zwracam się z tym do Ciebie, ale wiem, że jesteś moim kluczem do rozszyfrowania przeszłości.
Dalej widzę zamazaną część listu, niezdatną do odczytania, ale zaraz po tym list najwyraźniej z innego dnia pisany na tej samej kartce. Tym razem nie ma miejsca ani daty.
Mógłbym wymieniać wiele rzeczy, których potrzebuję, ale chcę, żebyś była szczęśliwa. Żebyś mogła żyć normalnie, bez całego piekła jakie przechodzę ja tutaj i jakie przeszliśmy razem. Widziałem Ciebie i Gale'a... Chcę tylko powiedzieć, że cieszę się, że jesteś szczęśliwa. To moje jedyne pragnienie w tym momencie. Niech Gale znajdzie dla Ciebie bezpieczne miejsce, tak jak wtedy, gdy chciałaś z nami uciec z Dwunastki. Katniss, jestem pewny, że dasz sobie radę i mam na dzieję, że Gale będzie mógł Cię strzec.
Następnie widzę dwie wielkie plamy krwi, które pokrywają większą część tekstu. Zakrywam usta dłonią. Nie potrafię zatamować łez, sączących się obficie z moich zmęczonych oczu.
Katniss. Katniss. Gdzie jesteś? Czemu nie działasz? Czemu nie słyszę o Tobie? Wiem, że Snow jest wściekły, ale zawsze, gdy chce się czegokolwiek dowiedzieć na ten temat, zaraz czuję pustkę, zapominam o Tobie. Jakbyś nie istniała. Jakby Rewolucja wcale się nie zaczęła, jakbyś nigdy nie stała się Kosogłosem. Katniss, walcz, masz o co walczyć, inni również mają, potrzebują jedynie przywódcy.
Wojna się nie skończy. Bądź. Czujna.
Na samym końcu listu, rozmazanymi literami widzę dwa słowa, które zapadają mi w sercu jak kamień.
Kocham Cię.
Ocieram mokre od łez policzki i przyciskam list do serca. Peeta śpi, jakby unikał odpowiedzialności przed konsekwencjami napisanego listu. Jakim cudem udało mu się go napisać podczas tych tortur? Jak przetransportował go do Trzynastki? Tak wiele pytań pojawiało się w mojej głowie. Kapitol był zbyt skrupulatny, żeby przemknął im przed oczami list Peety. A jednak po takim czasie Peeta cały czas go miał. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek chciał mi go dać. Może w ten sposób próbował zrozumieć swoje postrzeganie przed osaczeniem?
Kładę moją drżącą dłoń na policzku trybuta. Peeta mruży oczy i po chwili otwiera je, patrząc wprost na mnie. Nie wytrzymuję i zaczynam szlochać, widząc jego zagubienie. W końcu odnajduje wzrokiem moje palce i kawałek papieru, na którym spisał swój list. Czuję się winna, ale w końcu ten list był napisany do mnie.
Peeta siada i bierze mnie w ramiona. Nie mogę się od nich uwolnić, nie chcę.
- Przepraszam, nie wiedziałam, nie rozumiałam, przez co przeszedłeś - zaczynam się jąkać. Peeta wygląda na zaalarmowanego, siada obok mnie i przytula mnie mocno.
- To nic, Katniss, to nic - uspokaja mnie. Nie potrafię tego ogarnąć. Zrobili z jego umysłu zabawkę, bawili się jego kosztem, podczas, gdy on cierpiał, a teraz Peeta mówi po prostu, że to nic?!
Odsuwam się od chłopaka i patrzę mu w oczy. Nie potrafię zrozumieć, po co ukrywa przede mną to, przez co przechodził.
- Peeta, przeczytałam to - wskazałam wzrokiem jego list, leżący teraz na poduszce. Peeta reaguje spokojem, jakby w ogóle się tym faktem nie przejął. - Nie kłam, że to nic, rozmawiałam z Haymitchem. - nagle trybut marszczy brwi.
- O czym? - pyta niezbyt uprzejmym tonem.
- O twoim problemie z alkoholem. - boję się jego reakcji, ale i tak odpowiadam. Widzę, że Peeta próbuje ukryć gniew, wystarczyła sekunda, żebym to po nim poznała, potem chłopak przyjmuje minę pokerzysty, jak zawsze, gdy nie chce, żeby się nim przejmować.
- Nie mam żadnych problemów, Katniss - kłamie. Nie wytrzymuję. po prostu wstaję i przechodzę do okna, próbuję się uspokoić, ale na darmo.
Nie odzywam się. Wbijam po prostu wzrok w fale oceanu, obijające się o gładki piasek plaży. Początkowo ten widok mnie orzeźwiał, dodawał otuchy. Teraz pragnęłam wrócić do domu, do Dwunastki.
- Kłamiesz - szepczę, a Peeta staje obok mnie.
- Katniss, przysięgam, to nie jest nic, czym warto się przejmować - mówi, patrząc mi w oczy. Nie wytrzymuję i zerkam w jego własne. Mam wrażenie, że naprawdę mówi prawdę, ale przypominam sobie, że Haymitch mówił, że znaleźli ostatnio Peetę w jakimś miejscowym barze. Wzdycham lekko i znowu obracam wzrok. - Wierzysz mi?
Nastaje głucha cisza, przerywana tylko szumem oceanu.
- W tym momencie chyba bardziej wierzę Haymitchowi. - mówię cicho. Peeta wzdycha.
- Zawrzyjmy układ - marszczę brwi. Nie lubię, gdy mną manipulują, a już wystarczająco mną manipulował najpierw Kapitol, potem Trzynastka. - Będę się trzymał cały czas ciebie i ani razu nie wezmę do ust nic, czego ty mi nie dasz - Peeta nie wytrzymuje i uśmiecha się. Cóż, w sumie jego pomysł powinien być dobry, przyznaję. - W ten sposób sama się przekonasz, że nic mi nie jest.
Próbuję rozszyfrować uśmiechniętą twarz Peety, ale nie znajduję tam żadnego podstępu. Przypominam sobie list chłopaka. Czy jeśli naprawdę mnie kocha to jest w stanie mnie oszukać? Z drugiej strony odezwało się moje ego, przecież będę mogła trzymać Peetę przy sobie cały czas...
- Zgoda - warczę i znowu wbijam wzrok w plażę, próbując ukryć moje zażenowanie. Zachowujemy się trochę jak dzieci.
Peeta uśmiecha się jeszcze szerzej i całuje mnie w policzek.
- Przyjazd Gale'a do Czwórki nic nie zmienia. Obiecuję.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)