niedziela, 5 kwietnia 2015

Pamiątka z Kapitolu

   Po rozmowie z Haymitchem nie potrafiłam się pozbierać. Cały czas miałam przed oczami widok osaczonego Peety, którego zobaczyłam po raz pierwszy w Trzynastce. A teraz staczał się jeszcze bardziej... Jakim cudem nie zauważyłam tego, że ukrywa przede mną narastający problem z alkoholem?
   Wracam razem z Haymitchem do mieszkania Annie. Już od progu czuję, że coś jest nie tak. Gdy przechodzę do kuchni, zauważam jedynie samą Effie. Domyślam się, że Annie pewnie poszła uśpić Finnicka. Dłonie Effie drżą, gdy wypija z lampki wino. Zaraz, Effie i picie? Czy tylko ja dzisiaj nie miałam kontaktu z alkoholem? Najwyraźniej przejmuję się dużo mniej od innych, choć pobyt Gale'a w Czwórce powinien być moim problemem.
   Haymitch reaguje gniewem.
- Effie, co ty robisz? - warczy, widząc lekko upita kobietę.
   Effie mija nas i wychodzi, Haymitch biegnie za nią. Gdzie Peeta? - to pytanie ciąży w moim umyśle jak kawał ołowiu.
   Biegnę do sypialni Annie. Jedynie ona może mi w tym momencie pomóc.
   Wpadam na nią na schodach prowadzących na górę. Próbuje mnie uciszyć, przykładając palec do ust, ale nie potrafię się uspokoić.
- Gdzie jest Peeta? - pytam, nie zważając na to, czy mały Finnick się obudzi czy nie. Lęk, który mnie zalewał od stóp do głów był silniejszy niż troska o malucha. Peeta to jedyna bliska mojemu sercu osoba, która mi pozostała.
- Katniss, cicho, spokojnie - uspokaja mnie rudowłosa. - Poprosiłam mojego sąsiada, żeby odprowadził Peetę do ośrodka. Nie martw się, można mu zaufać.
   Nawet nie odpowiadam tylko pędem biegnę w stronę wskazanego mi przez Annie miejsca. Zastanawiam się tylko, czy zamknęłam za sobą drzwi wejściowe... Nie wiem, ile czasu mogło minąć, myślę, że niewiele, bo moja kondycja niewiele się zmieniła od czasu wojny i walk pod skrzydłami Trzynastki. Co prawda trochę się zasiedziałam, ale to nie znaczy, że straciłam całą parę, która napędzała mój umysł i sprawne ciało.
   Kiedy otwieram drzwi do naszej sypialni widzę zmęczonego Peetę, śpiącego pod kołdrą. Całe wątpliwości i strach znikają, odczuwam ulgę.
   Siadam koło chłopaka i dotykam jego mokrego policzka wewnętrzną stroną dłoni.
- Peeta... - wzdycham, żegnając na dobre złe przeczucia i paniczny strach. Zauważam, że w dłoni coś trzyma. Kawałek kartki, bardzo wygnieciony, poplamiony krwią.
   Patrzę na śpiącego trybuta, po czym wyciągam kartkę z zesztywniałych palców.


Kapitol, -w tym miejscu widzę zamazane liczby, domyślam się, że było to podczas tortur Peety,

Droga Katniss,
   Chciałbym Ci powiedzieć tak wiele, jednak wiem, że ten list może nigdy do Ciebie nie dotrzeć, albo zostać wykorzystany przez któregoś z tutejszych. 
   Może zacznę od tego, że przepraszam. Przepraszam za to, że nie ma mnie teraz przy Tobie, gdy walczysz ze złymi snami i wspominasz swoje najgorsze chwile. Przepraszam, że zostawiłem ciebie na łasce Trzynastki samą. Tak, przez cały czas wiedziałem, rozmawiałem wcześniej z Plutarchem. Wszystko było zaplanowane dużo wcześniej, a ty nie miałaś pojęcia. Za to również przepraszam.
   Katniss, tak mało pamiętam, chcę wiedzieć, chcę pamiętać. Tak naprawdę nie wiem, czemu zwracam się z tym do Ciebie, ale wiem, że jesteś moim kluczem do rozszyfrowania przeszłości.

   Dalej widzę zamazaną część listu, niezdatną do odczytania, ale zaraz po tym list najwyraźniej z innego dnia pisany na tej samej kartce. Tym razem nie ma miejsca ani daty.


   Mógłbym wymieniać wiele rzeczy, których potrzebuję, ale chcę, żebyś była szczęśliwa. Żebyś mogła żyć normalnie, bez całego piekła jakie przechodzę ja tutaj i jakie przeszliśmy razem. Widziałem Ciebie i Gale'a... Chcę tylko powiedzieć, że cieszę się, że jesteś szczęśliwa. To moje jedyne pragnienie w tym momencie. Niech Gale znajdzie dla Ciebie bezpieczne miejsce, tak jak wtedy, gdy chciałaś z nami uciec z Dwunastki. Katniss, jestem pewny, że dasz sobie radę i mam na dzieję, że Gale będzie mógł Cię strzec.

  
   Następnie widzę dwie wielkie plamy krwi, które pokrywają większą część tekstu. Zakrywam usta dłonią. Nie potrafię zatamować łez, sączących się obficie z moich zmęczonych oczu.


   Katniss. Katniss. Gdzie jesteś? Czemu nie działasz? Czemu nie słyszę o Tobie? Wiem, że Snow jest wściekły, ale zawsze, gdy chce się czegokolwiek dowiedzieć na ten temat, zaraz czuję pustkę, zapominam o Tobie. Jakbyś nie istniała. Jakby Rewolucja wcale się nie zaczęła, jakbyś nigdy nie stała się Kosogłosem. Katniss, walcz, masz o co walczyć, inni również mają, potrzebują jedynie przywódcy.
  Wojna się nie skończy. Bądź. Czujna.



   Na samym końcu listu, rozmazanymi literami widzę dwa słowa, które zapadają mi w sercu jak kamień.


Kocham Cię.


   Ocieram mokre od łez policzki i przyciskam list do serca. Peeta śpi, jakby unikał odpowiedzialności przed konsekwencjami napisanego listu. Jakim cudem udało mu się go napisać podczas tych tortur? Jak przetransportował go do Trzynastki? Tak wiele pytań pojawiało się w mojej głowie. Kapitol był zbyt skrupulatny, żeby przemknął im przed oczami list Peety. A jednak po takim czasie Peeta cały czas go miał. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek chciał mi go dać. Może w ten sposób próbował zrozumieć swoje postrzeganie przed osaczeniem?
   Kładę moją drżącą dłoń na policzku trybuta. Peeta mruży oczy i po chwili otwiera je, patrząc wprost na mnie. Nie wytrzymuję i zaczynam szlochać, widząc jego zagubienie. W końcu odnajduje wzrokiem moje palce i kawałek papieru, na którym spisał swój list. Czuję się winna, ale w końcu ten list był napisany do mnie.
   Peeta siada i bierze mnie w ramiona. Nie mogę się od nich uwolnić, nie chcę.
- Przepraszam, nie wiedziałam, nie rozumiałam, przez co przeszedłeś - zaczynam się jąkać. Peeta wygląda na zaalarmowanego, siada obok mnie i przytula mnie mocno.
- To nic, Katniss, to nic - uspokaja mnie. Nie potrafię tego ogarnąć. Zrobili z jego umysłu zabawkę, bawili się jego kosztem, podczas, gdy on cierpiał, a teraz Peeta mówi po prostu, że to nic?!
   Odsuwam się od chłopaka i patrzę mu w oczy. Nie potrafię zrozumieć, po co ukrywa przede mną to, przez co przechodził.
- Peeta, przeczytałam to - wskazałam wzrokiem jego list, leżący teraz na poduszce. Peeta reaguje spokojem, jakby w ogóle się tym faktem nie przejął. - Nie kłam, że to nic, rozmawiałam z Haymitchem. - nagle trybut marszczy brwi.
- O czym? - pyta niezbyt uprzejmym tonem.
- O twoim problemie z alkoholem. - boję się jego reakcji, ale i tak odpowiadam. Widzę, że Peeta próbuje ukryć gniew, wystarczyła sekunda, żebym to po nim poznała, potem chłopak przyjmuje minę pokerzysty, jak zawsze, gdy nie chce, żeby się nim przejmować.
- Nie mam żadnych problemów, Katniss - kłamie. Nie wytrzymuję. po prostu wstaję i przechodzę do okna, próbuję się uspokoić, ale na darmo.
   Nie odzywam się. Wbijam po prostu wzrok w fale oceanu, obijające się o gładki piasek plaży. Początkowo ten widok mnie orzeźwiał, dodawał otuchy. Teraz pragnęłam wrócić do domu, do Dwunastki.
- Kłamiesz - szepczę, a Peeta staje obok mnie.
- Katniss, przysięgam, to nie jest nic, czym warto się przejmować - mówi, patrząc mi w oczy. Nie wytrzymuję i zerkam w jego własne. Mam wrażenie, że naprawdę mówi prawdę, ale przypominam sobie, że Haymitch mówił, że znaleźli ostatnio Peetę w jakimś miejscowym barze. Wzdycham lekko i znowu obracam wzrok. - Wierzysz mi?
   Nastaje głucha cisza, przerywana tylko szumem oceanu.
- W tym momencie chyba bardziej wierzę Haymitchowi. - mówię cicho. Peeta wzdycha.
- Zawrzyjmy układ - marszczę brwi. Nie lubię, gdy mną manipulują, a już wystarczająco mną manipulował najpierw Kapitol, potem Trzynastka. - Będę się trzymał cały czas ciebie i ani razu nie wezmę do ust nic, czego ty mi nie dasz - Peeta nie wytrzymuje i uśmiecha się. Cóż, w sumie jego pomysł powinien być dobry, przyznaję. - W ten sposób sama się przekonasz, że nic mi nie jest.
   Próbuję rozszyfrować uśmiechniętą twarz Peety, ale nie znajduję tam żadnego podstępu. Przypominam sobie list chłopaka. Czy jeśli naprawdę mnie kocha to jest w stanie mnie oszukać? Z drugiej strony odezwało się moje ego, przecież będę mogła trzymać Peetę przy sobie cały czas...
- Zgoda - warczę i znowu wbijam wzrok w plażę, próbując ukryć moje zażenowanie. Zachowujemy się trochę jak dzieci. 
   Peeta uśmiecha się jeszcze szerzej i całuje mnie w policzek.
- Przyjazd Gale'a do Czwórki nic nie zmienia. Obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz