poniedziałek, 26 stycznia 2015

Tajemnica

   Po mojej ostatniej rozmowie z Peetą wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie zdarzyło się nic niezwykłego. Po kilku dniach odpoczynku miałam już dość ciągłego siedzenia w naszym ośrodku nad plażą, więc zapytałam Annie, co dzisiaj robi i czy mogę jej w czymś pomóc.
- Cóż... - zaczyna rudowłosa z namysłem - dzisiaj nie mam nic takiego do roboty, Peeta zajmie się Finnickiem... ale idę na zakupy. Jeśli chcesz, możesz iść ze mną.
   Zgadzam się z chęcią, starając się nie zareagować zirytowaniem na fakt, że Peeta znów robi za opiekunkę do dziecka. Może w tym momencie wydam się nieznośną zazdrośnicą, która boczy się na chłopaka o małe dziecko, ale prawda jest taka, że odkąd przyjechaliśmy do Czwórki, Peeta więcej czasu spędzał właśnie z Finnickiem, ja zamieniłam z nim tylko kilka zdań.
   Po południu, gdy oczywiście Peeta już leci do domu Odairów, ja i Annie wychodzimy do miasta. Wyobraźcie sobie najpiękniejsze miejsce, w jakim moglibyście być. Ja tak odebrałam Dystrykt Czwarty, ale oczywiście odpowiadała mi wiecznie ciepła temperatura, słoneczne dni i słony wiatr we włosach. Tak, mi, Katniss Everdeen z Dwunastki siedzącej najczęściej pod ziemią.
   Gdy przechodzimy obok sklepów z sukniami, moją uwagę przykuwa ta na manekinie, suknia ślubna o kolorze kremu, gładka, bez żadnych ozdób, nie licząc koronkowanego dekoltu. Staję na moment, zapominając i o Annie, i o wszystkich przechodniach, patrzących na mnie z irytacją, jako że zajmuję jakąś połowę małego chodnika. Przypominam sobie słowa Haymitcha, na temat mojego wyboru i przez sekundę, zamiast manekina zauważam siebie strojną w kremową suknię. Wyglądam na szczęśliwą jako panna młoda...
   Odrzucam szybko te myśli, ale moje zawahanie nie uchodzi uwadze Annie. Uśmiecha się tylko, ale nie mówi nic, jakby ten incydent w ogóle nie miał miejsca. Czuję ulgę, że nie zaczyna tego tematu, nie wiedziałabym, jak miałabym się zachować i co na to odpowiedzieć. Już wiem, za co Finnick ją tak szanował.
- Muszę kupić coś na obiad, Katniss, możesz za ten czas poszukać sklepu z przynętą. Mój wujek, Rich, potrzebuje nowej, a twierdzi, że ja mam dobre oko do takich przedmiotów - śmieje się, jakby jej słowa ją rozbawiły. - Spotkamy się w tym miejscu?
- Jasne - odpowiadam i idę w pierwszą lepszą uliczkę, szukając sklepu wędkarskiego. Dziwne, że Annie nie wie, gdzie on się znajduje, przecież tu mieszka. Zaczynam mieć złe przeczucia, ale nie pytam o nic i szukam czegokolwiek, co wskazywałoby mi sklep, który szukam.
    Zastanawiam się, po co mam chodzić w kółko po tych samych ulicach bez celu i pytam o mój cel kobietę o siwych włosach i wyłupiastych oczach. Niezbyt mile odpowiada mi, że to tuż za rogiem.
   Gdy docieram na miejsce, zauważam, że faktycznie, sklep wędkarski świeci ladą pełną różnych błyskotek i przynęt. Myślę, że Annie w tym czasie nie zdążyłaby zrobić zakupów, ale w końcu to ona ma wybrać przynętę dla swojego wujka, więc po prostu, zapamiętując drogę, wracam na miejsce, w którym się rozdzieliłyśmy.
   Widzę, że stoi w tym miejscu, nie ruszywszy się nawet o centymetr, namiętnie z kimś dyskutując przez telefon. Wygląda na sfrustrowaną. To mi się coraz mniej podoba. Kiedy mnie zauważa, szybko wkłada telefon do kieszeni i rzuca mi nieśmiały uśmiech.
- Niestety, nie znalazłam tego, czego szukałam - usprawiedliwia się, przygryzając wargę - jej znak rozpoznawszy, gdy kłamie. Wiem, że nie ruszyła się z miejsca, ale kiwam głową i prowadzę ją do sklepu wędkarskiego. Całe popołudnie myślę o jej dziwnym zachowaniu.

_ _ _

   Po powrocie jestem świadkiem kolejnego dziwnego zachowania, tym razem ze strony Effie. Siedzimy w małym mieszkaniu Annie na północ od wybrzeża, ponieważ, jak mi to wyjaśnił Peeta, morze zbyt boleśnie kojarzy jej się z Finnickiem. I choć już zaraz po naszym przyjeździe siedziała z nami na plaży, to nie była tym zachwycona, ale mieszkała w Dystrykcie Czwartym, to tak jakby ptak chciał uciec od drzew, będąc jednocześnie w lesie.
   Effie podawała nam herbatę, a my gawędziliśmy spokojnie w małym salonie, którego ściany kojarzyły mi się z odcieniem kawy. Annie raz wspomniała, że Finnick chciał to pomieszczenie potraktować turkusem, ale gospodyni zrezygnowała z tego, bo jak już mówiłam, unikała morskich barw i wspomnień z nimi związanych.
- Nie sądzisz, słońce, że każdy w Kapitolu ogląda te durne filmiki, na których skakaliście sobie z Peetą do gardeł? - chichocze Haymitch. Mamy dzisiaj tak dobry humor, że potrafimy się śmiać nawet z naszego pobytu w Kapitolu w przeddzień Igrzysk.
   Peeta spogląda na Haymitcha jak na rywala. Tak, w tej rozmowie faktycznie stali się rywalami.
- Po pierwsze, Katniss to dla ciebie żadne "słońce" - Haymitch wydaje odgłosy "Uuuu" i zerka w moją stronę porozumiewawczo. Nie wiedziałam, że Peeta mógłby być o mnie zazdrosny, ale najwyraźniej teksty mentora go drażniły, ja się do nich po prostu przyzwyczaiłam - a po drugie nie było żadnych scen między mną a Katniss, kiedy skakaliśmy sobie do gardeł, jak to określiłeś.
   Zauważyłam, że Peeta bierze do ręki mały kieliszek schowany za tymi wszystkimi kubkami z herbatą, które przyniosła Effie. Otwieram szeroko oczy ze zdziwienia, gdy chłopak przechyla kieliszek i szybko go opróżnia, tak, żeby nie zauważyła tego Effie. Ale ja to widziałam.
- Peeta! - syczę, a trybut rumieni się.
- Co?
   W tej chwili Haymitch odwraca naszą uwagę od tego faktu podejmując rozmowę na ten sam temat, o którym rozmawiali wcześniej:
- Właśnie, że była - jedna. Wtedy, gdy wyznałeś Katniss miłość przy Caesarze, a gdy zszedłeś ze sceny, ona chciała wydrapać ci oczy. - mówi.
   Śmieje się na przypomnienie tego faktu, a kąciki ust Peety lekko unoszą się. Wzrok ma trochę przyćmiony, zgaduję, że pił już wcześniej, a ja tego nie zauważyłam.
- Ale nikt tego nie widział, oprócz nas - broni się trybut.
- Właśnie, że nie tylko wy. - mruczy Haymitch i popija z czerwonego kubka podanego mu przez Effie. Wraz z Annie siedziała teraz w kuchni, więc nie mogła widzieć, czy mentor naprawdę popija herbatę, czy popija w kubku coś innego. - Musiałem przekupić kilku znanych kamerzystów, którzy przez przypadek to nagrali, aby nie puścili tego w telewizji.
   Sięgam w głąb pamięci, aby odszukać to zdarzenie. Nie przypominam sobie, żebyśmy w tamtym momencie byli otoczeni przez grupę kamerzystów, wtedy byliśmy sami. Dzielę się tym z Haymitchem.
- Tak, ale widzisz, Katniss, jest też coś takiego jak ukryte kamery. - odpowiada, a do pokoju wchodzi Effie z następną porcją gorących napojów.
- Och, dziękuję, Effie, ale chyba będę się już zbierać - mówię, ziewając.
   Nagle Effie upuszcza tacę z trzema kubkami gorącej herbaty, która ląduje na śnieżnobiałym dywanie.
- Niee!! - krzyczy równocześnie z upuszczeniem herbaty, patrząc na mnie, jakby chciała zatrzymać mnie wzrokiem. Peeta i ja patrzymy na nią z szokiem, a Haymitch szybko wstaje i zabiera ją do kuchni, zostawiając nas samych, nie mówiąc już o rozlanym wrzątku.
   Peeta wzdycha i rzuca, że musi wyjść na świeże powietrze, bo nie czuje się najlepiej. Ja nie zamierzam siedzieć w miejscu. Chcę się w końcu dowiedzieć, o co chodzi. Skradam się pod kuchnię, gdzie Annie karmi Finnicka, a Haymitch mówi do Effie donośnie:
- Ona już nabiera podejrzeń. Po co mamy grać, skoro ona i tak się zorientuje? Nie lepiej powiedzieć jej o tym od razu?
   Odpowiada mu Annie drżącym głosem. Finnick wyciąga do niej rączki, domagając się jedzenia.
- Zwariowałeś? Dystrykt jest duży, ona się o nim nie dowie, a poza tym, lepsze słabe udawanie niż szczera prawda, przynajmniej w tym wypadku. Wiesz, przez co przeszła, straciła siostrę.
- Tak, ale musimy jej o tym powiedzieć - upiera się Haymitch i w tym momencie na wchodzę do kuchni, a głosy cichną.
   Effie czując się winna, odwraca ode mnie wzrok, Annie karmi małego, jedynie Haymitch zachowuje spokój.
- O czym chcecie mi powiedzieć? - pytam słabo. Mam już dosyć złudzeń, chcę znać prawdę. Co się tu do cholery dzieje?
   Haymitch wstaje i idzie w moją stronę.
- Jesteś roztrzęsiona, Katniss, lepiej się czegoś napij - daje mi znak na barek z alkoholem ukryty w głębi pokoju przed malcem, który teraz wszędzie węszy, odkąd nauczył się chodzić.
- Nie, chcę wiedzieć. Effie! - na moje słowa zrywa się, po czym znowu kuląc się, chowa twarz w dłoniach. Haymitch chwyta mnie za nadgarstki próbując uspokoić, próbuję mu się wyrwać.
- Katniss, spokojnie, nic ci nie powiemy w tym stanie.
- Dobrze się czuję, puść mnie! - wołam, gdy przybiega Peeta. Haymitch oddala się, a na jego miejsce przychodzi trybut, ale łapie mnie za nadgarstki, tylko mocno przytula, głaszcząc mój policzek.
- Katniss, oni mają rację, spokojnie...
   Odpycham go od siebie, mam tego dość. Czemu wszyscy postępują ze mną jak z jajkiem? Dam sobie radę. Dałam po Igrzyskach, to dam i teraz.
- Chcę znać prawdę. Co przede mną ukrywacie?
   Następuje cisza. Haymitch wzdycha, po czym bierze łyk z innego kubka, stojącego na ladzie i odpowiada cicho:
- Gale jest w Czwórce.
   Nogi się pode mną uginają. Wszyscy wiedzieli. Wszyscy. Nawet Peeta. A mi nikt nie powiedział. To stąd ta czujność, gdy poszłyśmy do miasta, roztrzęsienie Effie. Próbowali to przede mną ukryć.
   Teraz chyba wiem, czemu. Poczuję, że osuwam się po progu, jakbym zaczynała tracić przytomność. Peeta próbuje mnie łapać,ale ja go odpycham i uciekam z domu, trzaskając głośno drzwiami.
   Nie wiem, co robię, nie wiem, gdzie biegnę, ale chcę być daleko. Jak najdalej od nich. Jak najdalej od Czwórki, w której jest on. Gale. Mój umysł zalewa fala wspomnień z Dwunastki, gdy Gale mi pomagał i jedno, przytłaczające - śmierć Prim. Staję nagle i wbijam paznokcie w głowę, jakby to miało pomóc pozbierać mi myśli i schować, aby nigdy ich nie oglądać. W końcu padam na kolana, ale ktoś mnie szybko podnosi. Mam ochotę go odepchnąć, myśląc, że to Peeta, albo co gorsza, sam Gale, ale moim oczom ukazuje się Haymitch z bladą, niemal trupią twarzą. Widzę w jego oczach, że przejmuje się tym, co robię. Że znów upadam psychicznie, wspominając Gale'a.
   Nagle rzucam mu się w ramiona, szlochając głośno, tak, że pewnie słyszy mnie pół Czwórki. Haymitch przytula mnie mocno, niemal tak, jak Peeta, ale w przeciwieństwie do chłopaka nie mówi nic.
   Nieważne, że stoimy na środku chodnika, co dopiero udało mi się zauważyć oraz to, że jest już ciemno, a ulicę oświetlają nieliczne latarnie. W głowie mi szumi, jakbym wypiła to, co pił Peeta. Teraz już chyba rozumiem, dlaczego to robił. Jego także poruszyła ta wieść, nawet może bardziej ode mnie, skoro po raz pierwszy widziałam, że pije. Miałam nadzieję, że nie skończy tak, jak Haymitch, niemal zapiwszy się na śmierć we własnym domu.
   A było to jakieś pół roku temu. Całe szczęście była z nim Effie. Nic dziwnego, że teraz zagląda mu do kieliszka, skoro mało co nie osiwiała, gdy Haymitch leżał w szpitalu. Domyślam się, że już wtedy łączyło ich coś więcej. Na pewno w przypadku Effie, co do mentora, nie miałam takiej pewności, bo potrafił ukrywać emocje.
- Katniss, musisz zająć się Peetą - mówi nagle do mnie, a ja przypominam sobie, że nadal tu stoimy. Już nie płaczę, ani nie trzęsę się, musimy stać tu jakiś czas.
   Spoglądam na Haymitcha czujnie.
- Jak to Peetą? - pytam.
- Katniss, ja wiem, że jesteś silna - Haymitch patrzy mi w oczy, tak jak Cinna, gdy mówił, że we mnie wierzy, że wierzy w Kosogłosa. - Udowodniłaś to już nie raz. Tylko widzisz, badałem go... Znaczy, wiem część z tego, co robili mu w głowie.
   Otwieram szeroko oczy ze zdumienia i przerażenia. Nikt nie wspominał przy mnie o osaczeniu Peety od kilku lat. Dlaczego teraz nasz mentor zgodził się rozmawiać ze mną akurat na ten temat?
- Co takiego? - pytam, zalewając się kolejną falą wspomnień, tym razem dotyczących mojego pierwszego spotkania z chłopakiem po jego torturach i chwila, gdy chciał mnie zabić. Wiem, że zmienili jego świadomość tak, że myślał, iż stanowię zagrożenie. Ba, że jestem zmiechem. Teraz się okazuje, że to nie wszystko.
   Haymitch wzdycha, po czym siada na ławce, którą dopiero zauważyłam, a stała obok nas, przy chodniku.
   Mentor odzywa się dopiero po dłuższej chwili.
- Próbowali różnych źródeł, by zniszczyć mu psychikę. Początkowe tortury to jedynie to, co wiedział o tobie i Gale'u Snow. Wiedział, co było miedzy wami, prawda?
   Kiwam głową ledwie widocznie. Mój rozmówca mówi dalej:
- Tak, to była pierwsza seria prób. Puszczano mu nagrane wątki, na których ty i Gale... Nie muszę ci wspominać, co to było. Chcieli, żeby sam podciął sobie żyły, ale nie zrobił tego. Robili to tak długo, aż w końcu zrezygnowali i zaczęli próbować czegoś innego, mianowicie osaczenia. Nie chcieli jednak pozbywać się pomysłu z tobą i Gale'm, więc dalej kontynuowali przerwany wątek. To zostało tak ukryte w jego psychice, że dopiero teraz odkryliśmy to z Effie. Okazuje się, że te tortury są o wiele trwalsze niż te o zmiechach i tak dalej. Dotykają bardziej wrażliwej części mózgu, mianowicie jego prywatnych uczuć co do ciebie.
- Skąd o tym wiesz? - pytam. Mój głos przypomina szum morza, jednak w bardziej chropowatej wersji.
   Haymitch znowu wzdycha.
- Peeta przy butelce staje się bardzo wylewny. Zresztą ostatnio zaczął pić coraz bardziej. Nie tak często opiekuje się Finnickiem, jak ci się wydaje. Czasem jest to tylko wymówka. Dwa dni temu ja i Annie znaleźliśmy go w jakimś tanim barze na drugim krańcu Dystryktu. Sam nie dał rady wstać.
   Przytknęłam dłoń o ust, nie wierząc w to, co słyszę. Peeta? To niemożliwe. Pewnie Haymitch próbuje jakoś usprawiedliwić swój alkoholizm, myślę sobie, ale dochodzę do wniosku, że on pierwszy chciałby pomóc Peecie, gdyby miał ten sam problem, co mentor.
- Nie, to nie jest prawdą - mówię, choć wiem, że to kłamstwo. Haymitch przytula mnie jeszcze raz, gdy po moich policzkach płyną łzy. Głaszcze mnie po głowie, jak mój ojciec, przypominając mi błogie lata, gdy moim jedynym zmartwieniem było to, czy ojciec wróci z pracy żywy. A jednak pewnego dnia nie wrócił.
- Katniss, musimy mu pomóc. Ty i ja. Wiem, że ci na nim zależy. Wiem, że w to łatwo da się wciągnąć, bo przy tym naprawdę zapomina się o tym całym gównie, jakie przeszliśmy. Granica się jednak kończy, a ty budzisz się w szpitalu sam, bez nikogo.
- Effie była przy tobie - mówię słabo.
   Na twarzy Haymitcha pojawia się uśmiech.
- Tak, kochana Effie, nie zasługuję na nią, tak jak ty nie zasługiwałaś na dawnego Peetę.
  Odpycham mentora od siebie na słowa "dawnego Peetę".
- Peeta jest taki sam, jaki był wcześniej, po prostu mniej sobie radzi, bo przeszedł więcej, ale to nadal ten sam chłopak, który...
- ... który rzucił ci wtedy chleb, gdy przymierałaś głodem - warczy Haymitch. Jest mocno poirytowany, jakbym powiedziała mu coś przykrego. - Tak, wszyscy to wiemy, ale nie możesz stać i umartwiać się wiecznie nad sobą, Katniss. To ci nie zwróci siostry. Nikogo ci nie zwróci. Możesz patrzeć wstecz albo próbować ocalić kogoś innego. Ja w tym wypadku próbuje pomóc tobie. Teraz twoja kolej.
   Następuje długa chwila ciszy. Nagle przychodzi mi coś do głowy.
- Jak ona miała na imię? - pytam. Haymitch patrzy na mnie z dziwnym spojrzeniem.
- Kto?
- Dziewczyna, zabita przez Kapitol. Ta, którą kochałeś. - spodziewam się, że Haymitch ucieknie, tak jak ja przed chwila, uderzy mnie, zacznie krzyczeć, cokolwiek. Ale on tylko podciera nos i ze smutkiem odpowiada:
- Katharina.

3 komentarze: