sobota, 17 stycznia 2015

Kłamstwo

   Siedzę na plaży z Haymitchem, Peeta bawi się z Finnickiem niedaleko. Serce mi rozmięka, gdy widzę jak bardzo zżyli się przez dwa dni. Oczy Peety świecą się wesoło na widok chłopca - ten sam błysk w oku miał dużo wcześniej, przed tym, co razem przeszliśmy. Inaczej również oczy błyszczały mu na mój widok, chyba wiem, czemu.
- Zgaduję, że przyjechałeś tu po coś, nie tylko na wakacje - mówię do Haymitcha pewnym głosem.    Mentor zagląda do pustego kubka po kawie, po czym mruczy:
- Bystry nasz Kosogłos.
   Effie poszła zrobić herbatę i pewnie długo nie wróci, więc od razu przechodzę do rzeczy:
- O co chodzi?
   Haymitch wzdycha. Wygląda dużo schludniej, gdy Effie biega wkoło niego, nie mówiąc już o tym, że został abstynentem.
- Kłamstwo ma krótkie nogi, Katniss. Wiesz, że musimy wyjaśnić Panem wasze wymyślone małżeństwo, rozumiesz? - mruczy. Wiem, o co mu chodzi. Najpierw musieliśmy nakłamać w drodze na Igrzyska, a teraz ludzie mają na mnie patrzeć jak na oszustkę.
- To nie jest dobry pomysł - mówię. - Pomyślą, że maczałam palce w tym, co robił Kapitol - myślę na głos. Haymitch przysuwa się bliżej.
- ...i Kosogłos będzie mniej wiarygodny - dokańcza. - A nam jest to potrzebne, bo ludzie nie są pewni systemu, który im zgotowałaś.
- Ja? - warczę. - Przecież ja zniszczyłam system, który gotowała im Trzynastka!
- Tak - przytakuje Haymitch. - Ale to dzięki tobie mają demokrację, a to w tej chwili nowość. Nie możemy ich zwrócić przeciwko dziełu Kosogłosa, a ludzie nie są głupi, wiedzą, ile ci zawdzięczają.
   Wzdycham. Mam dość kłamania.
- Ale w tej chwili masz wybór. - nagle Haymitch mówi łagodnie. - Możesz próbować im przetłumaczyć wasze kłamstwa, albo spróbować je spełnić.
   Nie rozumiem. Effie idzie w naszą stronę z tacą pełną gorącej herbaty.
- W jaki sposób?
- Możesz poślubić Peetę. - Haymitch macha do Effie z uśmiechem, który pierwszy raz u niego widzę. - A z tego co widzę, nie będzie to u ciebie problem.
  Zerkam na chłopaka, który leży na piasku, trzymając nad sobą małego Finnicka. Syn Odaira śmieje się i macha rączkami. W końcu Peeta stawia go na piasku, a chłopiec waha się i upada delikatnie na pośladki. Były trybut klaszcze w dłonie i śmieje się do niego, jakby jego słowa miały uspokoić malca. Usta Finnicka początkowo wyginają się w grymasie oznaczającym zbliżający się płacz, po czym zaczyna się śmiać i klaskać w rączki razem z Peetą. Uśmiecham się na ich widok. Są przesłodcy.
- No i właśnie o to chodziło - chichocze Haymitch, przypatrując mi się. - Mam nadzieję, że niedługo Peeta będzie się tak bawił ze swoim synem - śmieje się dalej, a mój humor znika. Mam ochotę podrapać go po tej uśmiechniętej twarzy.
- Ja nie będę mieć dzieci - warczę, a Haymitch wydaje się zdziwiony.
- Szkoda, twój narzeczony wygląda na niezłego tatusia - mruczy, a ja wstaję od składanego stolika, przy którym siedzieliśmy i zatrzymuję się kilka milimetrów przed twarzą Haymitcha. Przy okazji przykuwam uwagę zarówno Peety jak i Effie.
- Jeszcze raz coś wspomnisz na ten temat to zetkniesz się przypadkiem z moją strzałą. - warczę mu przed twarzą. Haymitch znów zerka spokojnie do kubka, jakby zapomniał, że jest pusty. Effie stoi obok nas, patrząc na mnie ze strachem.
- Spokojnie, skarbie, - mówi Haymitch, patrząc na Effie, ale zwracając się do mnie. - najpierw uporaj się z małżeństwem tak czy inaczej, potem pogadamy o reszcie.
   Odchodzę z wściekłością, nie patrząc na resztę. Effie wciąga ze świstem powietrze, wiem, o co jej chodzi. Za pewne o brak kultury i moje zachowanie. Mówiąc szczerze, w tym momencie mam to gdzieś.

_ _ _

   Zaraz po przyjściu do ośrodka wchodzę pod kołdrę i zasypiam, pomijając fakt, że jest dopiero szósta wieczorem. Nie mam żadnych koszmarów, pomimo tego, że nie ma przy mnie Peety.
   Gdy buzę się późno w nocy, zauważam, że śpi obok mnie, zupełnie nieprzytomny. Finnick go wykończył. Włączam lampkę i obracam się do niego.
   Peeta śpi spokojnie, jego klatka unosi się i opada bardzo wolno, że czasem mam wrażenie, że przestaje oddychać. Nigdy nie obserwowałam go śpiącego. A wygląda wtedy jeszcze bardziej miło i ciepło, niż kiedy jest przytomny i uśmiecha się tym swoim dobrotliwym uśmiechem, który wzbudza zaufanie. Leżę tak, przyglądając mu się kwadrans, może więcej, nie potrafię liczyć czasu bez zegarka, a nie chce mi się go szukać. Zaczynam zapamiętywać jego idealne rysy, mocną szczękę i cienkie rzęsy.
   Zastanawiam się nad słowami Haymitcha. Peeta naprawdę lgnął do dzieci. Sama widziałam, jakie ma do nich podejście. Może, jeśli chce stworzyć prawdziwą rodzinę, powinnam go opuścić? Przy mnie nie znajdzie tego, czego szuka, a ja chcę, żeby był szczęśliwy.
   Sama nie wiem, kiedy zaczęłam go głaskać po policzku. Czuję ciepło jego skóry i drżenie rozchodzące się po niej pod moim dotykiem. Byłam ciekawa, czy wie, że to ja. Wygląda tak niewinnie. Mam ochotę się roześmiać, ale nie robię tego, dalej go głaszcząc. W końcu zahaczam kciukiem o jego dolną wargę. Zamiast przestać, ja pochylam się i całuję go jak małe dziecko, którego nigdy mieć nie będę.
   Kąciki ust Peety nagle podnoszą się do góry.
- Nie przestawaj, to przyjemne - szepcze, a ja śmieję się.
- Już po zabawie? - podnosi lekko powieki i mruga nimi, przyzwyczajając się do światła.
- Z Finnickiem? Tak, jest niesamowity, prawda? - opiera się na łokciu, by mnie lepiej widzieć. Przypominam sobie słowa Haymitcha, ale chyba na mojej twarzy pojawił się przez to grymas, bo Peeta szybko pyta:
- O co chodziło z Haymitchem? W pewnym momencie myślałem, że mu coś zrobisz. - jego ciepły kolor oczu wpaja we mnie błogi spokój.
   Wzdycham. Nie chcę o tym rozmawiać, ale Peeta i tak wcześniej czy później musi się o tym dowiedzieć.
- Mówił, że kłamstwa Kapitolu trzeba wymazać. Mówił o naszym małżeństwie. Mamy dwa wyjścia: możemy próbować przekonywać całe Panem, że to Igrzyska zmusiły nas do kłamstwa, albo...
- Albo naprawdę wziąć ślub - dokańcza za mnie Peeta z błyskiem w oku. - Rozumiem.
- Peeta, ja... - sama nie wiem, co mam mu powiedzieć, nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Mógł z nim porozmawiać Haymitch, ale ja postanowiłam sama mu o tym powiedzieć. - Ja wiem, że chcesz mieć rodzinę, dzieci, ale ja wcale nie. Ja nie chcę, żebyś był przeze mnie nieszczęśliwy - łzy powoli zbierają mi się do oczu. Zdaję sobie sprawę, że nie chcę żeby odszedł. Nie wiem, co by się wtedy ze mną stało. Nie zamieszkam z mamą, bo będzie przypominała mi o Prim, Haymitch i Effie... nawet nie próbuję im przeszkadzać, a Annie przyda się ojciec dla Finnicka, nie wredna ciotka. Tak naprawdę nie miałam nikogo, poza Peetą... oprócz jednej osoby, której nie chciałam widzieć.
   Peeta łapie delikatnie mój podbródek i kieruję moją twarz tak, żebym patrzyła mu w oczy. Sam nerwowym wzrokiem spogląda mi w oczy, jakby szukając odpowiednich słów.
- Katniss, ja chcę ciebie. - mówi cicho. Mrugam oczami, do których zachodzą mi łzy. - Wiesz o tym bardzo dobrze. Gdybyś chciała wziąć ślub ze mną to nawet teraz na plaży mógłbym to zrobić.
   Przytulam się do niego mocno. Moje policzki są wilgotne od łez. Potrafię wyszeptać tylko jedno słowo:
- Chcę.

2 komentarze:

  1. Superowe. Pisz dalej. Kiedy następna część?

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaram się jak najszybciej, myślę że pokaże się po weekendzie :))

    OdpowiedzUsuń