niedziela, 11 stycznia 2015

Obietnice

   Posprzątaliśmy z Peetą całe podwórko, nie mówiąc już o domu, zarówno naszym, znaczy tak szczerze moim, oraz domu Haymitcha. Myślę, że albo on, albo my przenocujemy Effie, raczej nie będzie chciała spać sama w obskórnym, samotnym domu Peety.
   W ciągu tych kilku dni mało rozmawialiśmy ze sobą. Sama nie wiem, dlaczego. Mną wstrząsnął fakt, że Peeta pamięta choć część przeszłości, szczerze mówiąc, wolałabym gdyby nie pamiętał, to byłoby lepsze dla jego psychiki. Igrzyska zniszczyły mnie, tak, Coin miała rację. Nie chcę, żeby to samo działo się z Peetą, a jeśli pamięta moment z chlebem, dlaczego nie mógłby przypomnieć sobie reszty straszliwych wspomnień z areny? Aż strach pomyśleć...
   Stoję w kuchni i myślę nad tym, kiedy słyszę dziwny dźwięk. Wychodzę do ogrodu i zauważam Peetę pracującego przy moim ogrodzie. Doskonale wie, że pozwoliłabym mu na to. I tak się nim nie zajmuję. Widzę go kucającego przy małym krzaku i klepiącego ziemię z czułością. Zastanawiam się, co zasadził pod moimi oknami, niedaleko pęków prymulek.
- Co robisz? - zapytałam, przyglądając się owocowi jego pracy.
Peeta dopiero zauważył mnie i wstał.
- Chciałem trochę orzeźwić to miejsce, wiesz... Jeśli odbudowują Dystrykt Trzeci, nasz też powinien jakoś schludnie wyglądać. - przytakuję głową.
Chłopak wzdycha.
- Nająłem się do pracy przy kopalni. Myślę, że to nasza wspólna sprawa, wiesz, odbudowa Dystryktu. - mówi dalej a ja patrzę na niego ze strachem.
- Nie pójdziesz tam. - rozkazuję.
Peeta nie rozumie.
- Niby czemu?
- Nie puszczę cię tam, zrozumiałeś?! - warczę i wracam do domu. Zostawiam go oszołomionego w moim ogrodzie, trzaskając za sobą drzwi. Chwilę potem, opierając się o nie, ześlizguję się i zaczynam płakać. Przypomina mi się twarz ojca, ten wybuch, gdy zatrzęsła się ziemia, przypominam sobie płacz Prim i szlochy matki, nasza walkę o przetrwanie.
   Cała drżę, nie chcę, by Peeta tu wchodził, więc dalej siedzę skulona pod drzwiami. Nigdy do tego nie wrócimy, Katniss, nigdy - dźwięczy mi w głowie jego spokojny głos.

_ _ _

- Katniss, możesz mi powiedzieć, co się dzieje? - Peeta zagląda do mojej sypialni, a ja po prostu leżę na łóżku z położonym na sercu zdjęciem taty. Łzy ciekną mi poziomą linią po twarzy, jako że leżę na boku. Mój głos przechodzi w szloch, który staram się uciszać, na każdym kroku. Zwłaszcza, kiedy w progu stoi Peeta.
   Wzdycha zrezygnowany i siada obok mnie i głaszcze mnie po głowie. Siadam i patrzę do niego, a po chwili nie wytrzymuję i ląduję w jego ramionach. Tama się przełamuje i zaczynam szlochać. Chłopak nie mówi nic, tylko głaszcze mnie po głowie i tuli mocno.
   Siedzimy tak jakąś godzinę, a gdy ja czuję się już trochę lepiej, pyta ponownie:
- Powiesz mi, czemu mam nie iść do kopalni? - mówi spokojnie, chcąc się uspokoić, ale ja wyczuwam w tym głosie odrobinę żalu, że nie pozwalam mu odnowić skarbu naszego Dystryktu.
   Patrzę w jego ciepłe oczy, jakbym miała ten widok zapamiętać.
- Bo to jest miejsce, w którym zginął mój ojciec - szepczę. Wiem, że mu to mówiłam, ale jeszcze przed osaczeniem. Na pewno tego nie pamiętał. Mruży oczy.
- Podczas wybuchu, zgadza się? - jestem zdziwiona, że tak szybko załapał, ale ignoruję to, gdy zalewa mnie nowa fala bólu. Nie chcę czuć już niczego, chcę po prostu odejść, zostawiając pamięć o Kosogłosie pokoleniom, które będą żyły w wolności i nie będą pamiętać wojny i biedy Dystryktów.
   Przytulam się do niego ponownie.
- Sądzisz, że mogłoby mi się coś tam stać? - pyta cicho. Kiwam głową. Nie mogę wydusić słowa "tak". Za tą kopalnią kryje się wiele nieszczęść, nie mogę ot tak pozwolić, żeby się mnożyły.
- Martwię się o ciebie... - szepczę, nie wiedząc, czy nawet usłyszy. To bardziej było potwierdzenie dla mnie, niż słowa skierowane do niego.
- Nie musisz, nie jestem małym chłopcem - czułam, że uśmiecha się słabo. - Zresztą powinnaś zacząć martwić się o swój stan zdrowia. Jest z tobą coraz gorzej - mówi poważnie.
- Wiem, jestem coraz słabsza.
- Nie dziwię ci się - Peeta patrzy w moje oczy badawczo. - Wiem, co ci pomoże. Wyślemy telegram do Dystryktu Trzeciego, a sami pojedziemy do Czwartego. Morskie powietrze dobrze ci zrobi.
   Wzdycham. Będzie mi przypominać o Finnicku, podpowiedziała mi moja podświadomość. To tak, jakbym pojechała do Jedenastki i wszystko wołałoby "Rue".
- Dobrze, ale napiszesz Effie, żeby przyjechali do nas, do Czwórki. Chcę ich zobaczyć jak najszybciej i oszczędzić Effie pracy z ludźmi z Trójki - Peeta śmieje się.
- Nie martw się, wszystko się ułoży, obiecuję. - wzdycham ponownie.
- Coś dużo tych twoich obietnic - mówię słabym głosem, Peeta słucha uważnie. Zastanawiam się, co jest takiego w jego wzroku, że mnie tak magnetyzuje.
- Dotrzymuję wszystkich złożonych obietnic - mówi bez cienia uśmiechu. Całuję go delikatnie.
- Obiecaj po prostu, że będziesz przy mnie - szepczę, gdy odrywam się od jego miękkich ust.
- Zawsze.

2 komentarze: