Spędziłam całe trzy
dni razem z Peetą. Nie chciałam opuszczać go nawet na krok, czułam, że nasze
relacje brną dalej, niż mogłabym to sobie wyobrazić. Stał się kimś więcej, niż
tylko wspomnieniem, przyjacielem, czy pocieszycielem. Stawał się źródłem mojego
sensu życia. Straciłam każdego, na kim mogło mi kiedyś zależeć. Dostawałam
jedynie listy od mamy, która zaszyła się w Dystrykcie Czwartym i pomaga tam w
budowie szpitala.
Zapamiętam na zawsze tę budowlę, dobrze, że mama tam jest i dba o jego odbudowę.
Trzeciego dnia od moich koszmarów, bo śpiąc z Peetą nie miałam już z nimi problemów, przyszedł list, zaadresowany zarówno do mnie, jak i Peety. Wystarczyło spojrzeć na kopertę, żeby poznać, że jest od Effie. Bladoróżowa kartka, przepleciona srebrnymi nićmi.
Otworzyliśmy ze zdenerwowaniem, nie mogąc doczekać się słów przyjaciółki, a Peeta zaczął czytać na głos:
Drodzy Katniss i Peeto,
Zapamiętam na zawsze tę budowlę, dobrze, że mama tam jest i dba o jego odbudowę.
Trzeciego dnia od moich koszmarów, bo śpiąc z Peetą nie miałam już z nimi problemów, przyszedł list, zaadresowany zarówno do mnie, jak i Peety. Wystarczyło spojrzeć na kopertę, żeby poznać, że jest od Effie. Bladoróżowa kartka, przepleciona srebrnymi nićmi.
Otworzyliśmy ze zdenerwowaniem, nie mogąc doczekać się słów przyjaciółki, a Peeta zaczął czytać na głos:
Drodzy Katniss i Peeto,
Jestem z Haymitchem w Dystrykcie Trzecim,
gdzie pomagamy przy odbudowie kolei. Wiem, pewnie nie wyobrażacie sobie, że
mogłabym upaprać sobie dłonie, ale muszę wam przyznać, że bardzo się staram.
Wokół pełno błota i piachu, nie ma kolorowych sukni, ale widzę jak ludzie
pomagają sobie wzajemnie i muszę powiedzieć, że zaczyna mi się to podobać.
Jeden z robotników przygląda mi się dziwnie, jakbym miała źle ułożone włosy, zaczyna mnie to wkurzać, bo w końcu to, że jestem z Kapitolu, nie znaczy, że nie potrafię komuś pomóc, nawet przy takich robotach. Szczyt arogancji, naprawdę…
Jeden z robotników przygląda mi się dziwnie, jakbym miała źle ułożone włosy, zaczyna mnie to wkurzać, bo w końcu to, że jestem z Kapitolu, nie znaczy, że nie potrafię komuś pomóc, nawet przy takich robotach. Szczyt arogancji, naprawdę…
-Typowa Effie – kwituje Peeta, zatrzymując się. Chichoczę
cicho i słucham dalej, gdy Peeta kontynuuje:
Widziałam ten Dystrykt już wcześniej i słowo
daję, że wygląda lepiej. Nawet ludzie są częściej uśmiechnięci, szkoda tylko,
że nie na mój widok. Choćbym nie wiem jak się starała, traktują mnie tu podle.
Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni, bo kończymy ostatni fragment, a
Haymitch marzy o urlopie w Dystrykcie Dwunastym. Słyszałam, że tam również się
zmieniło, chciałabym to zobaczyć na własne oczy.
Pozdrawiam i całuję, zarówno ja i Haymitch,
Wasza droga Effie.
Pozdrawiam i całuję, zarówno ja i Haymitch,
Wasza droga Effie.
- Miło z ich strony, że chcą przyjechać – mówię z uśmiechem.
Peeta kiwa głową i chowa list.
- A my musimy się jakoś przygotować – obejmuje mnie ramieniem, jak pary na pierwszej randce w tandetnym romansiku.
- Co masz na myśli? – marszczę brwi, po czym zerkam do kuchni i widząc nieład kiwam głową ze zrozumieniem. – Co poradzę, uwielbiam naleśniki. – burczę, przenosząc wzrok na patelnie stojące na podłodze.
Peeta śmieje się. Jego śmiech zawsze poprawiał mi humor, a teraz, gdy śmieje się rzadziej, ja bardziej cieszę się z jego radości.
- Oj, w takim razie od dziś smażysz je sobie sama.
Rzucam mu spojrzenie dziecka, któremu odebrano lizak. Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor, tym bardziej, po liście Effie. Może plan mój i Peety odnośnie dobrych wspomnień naprawdę ma sens i nawet zaczyna się sprawdzać?
Przybliżam się do chłopaka i trzepoczę rzęsami. Staram się, żeby wyglądało to uroczo.
- Ale ja lubię tylko twoje naleśniki – mówię ze smutkiem w głosie. Peeta znów uśmiecha się, po czym zaczyna mnie łaskotać. Nie robi to na mnie większego wrażenia, za to mój kontratak dał mu się we znaki i w końcu ogłuszony irytującym uczuciem, spada z kanapy.
- Dobrze, już, spokojnie – chichocze z podłogi, podczas gdy ja wygodnie siedzę na kanapie i zabierem od niego ręce. – Aż zaczynam żałować, że rzuciłem ci ten chleb.
Staję jak wryta. Pamiętam dokładnie każde słowo, które mówiłam mu na temat naszych relacji i życia sprzed wylosowania nas do Igrzysk. Nie wspominałam mu o sytuacji z chlebem, tylko i wyłącznie dlatego, że i ja sama wolałam nie pamiętać tego, jak przymierałam głodem. Po raz pierwszy odkryłam, że Peeta przypomina sobie pewne wydarzenia.
- Pamiętasz to? – pytam w szoku. Chłopak wstaje, otrzepuje się i siada spokojnie obok mnie, podczas gdy ja zaczynam się trząść z podekscytowania.
- Tak, chyba tak - wzrusza ramionami. - Dziwi cię to?
Zamykam moje szeroko otwarte usta ze zdziwienia.
- Peeta, ty sobie przypominasz... - zaczynam, ale nie wiem jak to nazwać. Przypominasz sobie wspomnienia związane ze mną?
- ... ciebie - kończy Peeta. - Tak, chyba tak.
- Ale jak to? Przecież nic nie pamiętałeś - nie mogę w to uwierzyć. Pamiętam, kiedy myślał, że jestem zmiechem i chciał mnie zabić. Co się zmieniło od tego czasu?
- Nie mam pojęcia, po prostu pamiętam ciebie w deszczu, taką przemarzniętą i głodną. I pamiętam też, że specjalnie spaliłem ten chleb. Dziękowałaś mi za to podczas Igrzysk, prawda? - miał zmrużone oczy, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Zdaję sobie sprawę, że musi być to dla niego niezwykle trudne. Po tylu torturach jadem os myślałam, że całkiem zapomniał o tym, co działo się między nami. Teraz nabieram pewności, że jego pamięć odtworzy się z czasem.
- Pamiętasz coś jeszcze? - pytam cicho.
Peeta marszczy brwi, po chwili zaprzecza ruchem głowy.
- Nic więcej - odpowiada krótko.
Trzymam jego dłoń, próbując dodać mu otuchy.
- Przypomnisz sobie - staram się brzmieć przekonująco, ale nigdy nie byłam dobrym mówcą, w przeciwieństwie do niego. Peeta uśmiecha się do mnie. Po raz pierwszy czuję na ciele ciarki, takie, jakie czułam przy Gale'u. Wiązało mnie coś silnego z Gale'm, czego wcześniej nie czułam przy Peecie. Dlatego odpychałam go od siebie - nie chciałam go ranić. Teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że zakochuję się w Peecie bardziej niż kiedykolwiek,że niewiele potrafi nas rozdzielić, a może z czasem nawet nic.
- A my musimy się jakoś przygotować – obejmuje mnie ramieniem, jak pary na pierwszej randce w tandetnym romansiku.
- Co masz na myśli? – marszczę brwi, po czym zerkam do kuchni i widząc nieład kiwam głową ze zrozumieniem. – Co poradzę, uwielbiam naleśniki. – burczę, przenosząc wzrok na patelnie stojące na podłodze.
Peeta śmieje się. Jego śmiech zawsze poprawiał mi humor, a teraz, gdy śmieje się rzadziej, ja bardziej cieszę się z jego radości.
- Oj, w takim razie od dziś smażysz je sobie sama.
Rzucam mu spojrzenie dziecka, któremu odebrano lizak. Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor, tym bardziej, po liście Effie. Może plan mój i Peety odnośnie dobrych wspomnień naprawdę ma sens i nawet zaczyna się sprawdzać?
Przybliżam się do chłopaka i trzepoczę rzęsami. Staram się, żeby wyglądało to uroczo.
- Ale ja lubię tylko twoje naleśniki – mówię ze smutkiem w głosie. Peeta znów uśmiecha się, po czym zaczyna mnie łaskotać. Nie robi to na mnie większego wrażenia, za to mój kontratak dał mu się we znaki i w końcu ogłuszony irytującym uczuciem, spada z kanapy.
- Dobrze, już, spokojnie – chichocze z podłogi, podczas gdy ja wygodnie siedzę na kanapie i zabierem od niego ręce. – Aż zaczynam żałować, że rzuciłem ci ten chleb.
Staję jak wryta. Pamiętam dokładnie każde słowo, które mówiłam mu na temat naszych relacji i życia sprzed wylosowania nas do Igrzysk. Nie wspominałam mu o sytuacji z chlebem, tylko i wyłącznie dlatego, że i ja sama wolałam nie pamiętać tego, jak przymierałam głodem. Po raz pierwszy odkryłam, że Peeta przypomina sobie pewne wydarzenia.
- Pamiętasz to? – pytam w szoku. Chłopak wstaje, otrzepuje się i siada spokojnie obok mnie, podczas gdy ja zaczynam się trząść z podekscytowania.
- Tak, chyba tak - wzrusza ramionami. - Dziwi cię to?
Zamykam moje szeroko otwarte usta ze zdziwienia.
- Peeta, ty sobie przypominasz... - zaczynam, ale nie wiem jak to nazwać. Przypominasz sobie wspomnienia związane ze mną?
- ... ciebie - kończy Peeta. - Tak, chyba tak.
- Ale jak to? Przecież nic nie pamiętałeś - nie mogę w to uwierzyć. Pamiętam, kiedy myślał, że jestem zmiechem i chciał mnie zabić. Co się zmieniło od tego czasu?
- Nie mam pojęcia, po prostu pamiętam ciebie w deszczu, taką przemarzniętą i głodną. I pamiętam też, że specjalnie spaliłem ten chleb. Dziękowałaś mi za to podczas Igrzysk, prawda? - miał zmrużone oczy, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Zdaję sobie sprawę, że musi być to dla niego niezwykle trudne. Po tylu torturach jadem os myślałam, że całkiem zapomniał o tym, co działo się między nami. Teraz nabieram pewności, że jego pamięć odtworzy się z czasem.
- Pamiętasz coś jeszcze? - pytam cicho.
Peeta marszczy brwi, po chwili zaprzecza ruchem głowy.
- Nic więcej - odpowiada krótko.
Trzymam jego dłoń, próbując dodać mu otuchy.
- Przypomnisz sobie - staram się brzmieć przekonująco, ale nigdy nie byłam dobrym mówcą, w przeciwieństwie do niego. Peeta uśmiecha się do mnie. Po raz pierwszy czuję na ciele ciarki, takie, jakie czułam przy Gale'u. Wiązało mnie coś silnego z Gale'm, czego wcześniej nie czułam przy Peecie. Dlatego odpychałam go od siebie - nie chciałam go ranić. Teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że zakochuję się w Peecie bardziej niż kiedykolwiek,że niewiele potrafi nas rozdzielić, a może z czasem nawet nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz